Wiec jak jest w tej Polsce? Dobrze, czy nie dobrze?

Wazniejsze, czy bedzie dobrze?

Musze przyznac, ze moja ocena sytuacji jest nieco skrzywiona. W moim ostatnim poscie wskazywalem na to, ze jest dobrze, a bedzie jeszcze lepiej. Ale czy aby napewno?

Wskazywalem na to, ze najwazniejszym czynnikiem prorozwojowym jest kapital ludzki. Wlasnie, tyle ze w tym kontekscie wazniejsze od oceny szans jednostki [jak stwierdzilem, sprytna jednostka sobie poradzi] jest ocena relacji spolecznych.

I tu na niewiele zda sie moj optymizm. Co wiecej nie mam wiedzy niezbednej do oceny stanu tych relacji bo przez dluzszy czas nie mieszkalem w kraju.

Znalazlem ciekawy tekst opublikowany na WP.pl. Autorka,  dr hab. Anna Giza-Poleszczuk pisze o tym, iz: "Weszliśmy w rok 1990 z bardzo mocno skrzywionymi kręgosłupami moralnymi."

To pociaga za soba konsekwencje. Dalej autorka pisze:

 

"Od dawna wiadomo, że w istocie rzeczy zaufanie, lojalność, dotrzymywanie zobowiązań są rzeczami niezwykle produktywnymi. Wspólnota, w której te cnoty są na wysokim poziomie znacznie lepiej prosperuje, niż zbiorowość, w której ludzie patrzą na siebie nieufnie, czy boją się nawiązać relacje."

Pozostaje wiec pytanie, czy uda nam sie przezwyciezyc ta wzajemna nieufnosc. Czy uda nam sie produktywnie wspoldzialac. Jesli nie, perspektywy zbudowania silnego i bogatego spoleczenstwa, i panstwa nie wygladaja najlepiej.

Kiedys mialem nadzieje, ze mlode pokolenie podejdzie do rzeczy zupelnie inaczej. Dzis odserwuajc swoje otoczenie w Polsce nie jestem tego taki pewien. Mlodzi jakby "zarazaja" sie tym "moralnym skrzywieniem kregoslupa".

Nadal jestem optymista, ale nie jestem pewny czy skala postepu jaki zdolamy dokonac bedzie choc w przyblizeniu porownywalna do mozliwosci jakie obecnie mamy.

P.S. Nie ma to jak polemizowac z samym soba:)